Przejdź do głównej zawartości

Uzdrowiona!


Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: 
«Talitha kum», to znaczy: "Dziewczynko, mówię ci, wstań!". 
Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. 
I osłupieli wprost ze zdumienia.
(Mk 5,41-42)

Cuda codzienności. Dla Jezusa to pikuś. Coś na zasadzie: chcesz, to masz, pstryk i jest. Wczorajsze spotkanie Wspólnoty. Uwielbienie, Eucharystia, wspólna modlitwa, rozmowy... nic nie zapowiadało, że kilka minut przed godziną 23 dostanę taką wiadomość:
Cześć Aniu, napisz o tym głośno! Dziś w czasie spotkania Wspólnoty zdarzył się cud! Jezus zabrał mi bóle w stopach, które mi dokuczały od bardzo dawna. Męczyły mnie ostatnio bardzo często i dziś akurat mnie bardzo bolały te stopy, że już miałam usiąść w trakcie modlitwy, ale pomyślałam: wytrzymam jeszcze i ksiądz po chwili powiedział coś takiego: "Bóg uzdrawia osobę z bólu fizycznego, który jest bardzo dokuczliwy". Wtedy w jednym momencie ból odszedł! Poczułam ciepło i mrowienie stopach. Nie czuję już bólu! Bóg mnie uzdrowił!
Choć nie prosiłam o uzdrowienie, to Jezus po prostu przyszedł i zabrał ten ból. Poczułam ulgę w stopach. To jest niesamowite, że Bóg wie, czego potrzebujemy i po prostu w swoim czasie przychodzi z ulgą dla naszego ciała. Człowiek często wątpi w Jego moc, a On naprawdę jest dobry! Mało tego - On jest Cudowny! Kiedyś ktoś mi powiedział, bym prosiła o uzdrowienie (ale z innych dolegliwości), a ja pomyślałam: Panie Jezu proszę uzdrów mnie i zostawiłam to. Jestem pewna, że Bóg wie, czego nam potrzeba i daje nam to w odpowiednim czasie. Ja akurat dziś nie prosiłam, a otrzymałam.
Do ciebie, który może w bólu to teraz czytasz, powiem tak: nigdy nie trać nadziei i wiary, że Bóg przyjdzie ci z pomocą!
Ania D.

A to już poranna wiadomość, którą otrzymałam od Ani:
Ania, dziś po raz pierwszy od dawna wstałam bez bólu w stopach! Moje stopy są jak nowe, wypoczęte, a radość ogromna! Chwała Panu!

A ty - czy widzisz cuda, jakie Bóg robi w twoim życiu?

Komentarze

Najczęściej czytane:

Taki właśnie KLER

Nikt im nie klaskał, nikt nie śpiewał, nie mówił wierszyków i nie rozdawał kwiatów... Obiad zamieniony na zjedzoną w pośpiechu zapiekankę lub kanapkę z podróży. Nie było "co łaska". Było krzesło, butelka wody i wielkie oczekiwania ludzi. Wspólna modlitwa, rozmowy, czasem poszukiwanie bardziej zacisznego kąta, łzy wzruszenia i radość z podprowadzania ludzi do Boga. To obraz setek kapłanów spowiadających przez dwanaście godzin podczas Stadionu Młodych.  Nie musieli tego robić. Tam nie było miejsca na patos, manierę, odświętność... Był autentyzm i troska o każdego człowieka, który w wielu przypadkach poraniony, przychodził z nadzieją na przytulenie się do serca Taty - Boga. Dziękuję Ci Jezu za tych wszystkich Kapłanów, którzy z otwartym sercem, służąc - na wzór Ciebie, stali się kanałem miłości i miłosierdzia.

Wierzyć=ufać?

Wierzyć - dostrzegać Boże działanie w dzwoniącym jeszcze przed świtem budziku, w zamkniętym tuż przed nosem szlabanie, w obieraniu ziemniaków... Wierzyć, to mieć pragnienie zauważenia Boga w drugim człowieku, którego Bóg kocha dokładnie tak samo jak mnie. Wierzyć, to ufać, że Bóg ogarnia to, czego ja nie ogarniam. Wierzyć w codzienności, której często wiele brakuje do ideału - gdy odczuwam brak kogoś lub czegoś, gdy tęsknię, gdy pragnę czegoś, ale jeszcze nie mogę tego dosięgnąć, gdy smutno, zimno i pada... Wierzyć, to iść za Jezusem, gdy fajerwerki pierwszego spotkania są wspomnieniem. Wierzyć, to ufać - pomimo, wbrew i na przekór.  Proszę Cię Panie o taką wiarę.

W maliny?

Bóg nie jest tym, który szuka okazji, by wpuścić człowieka w przysłowiowe maliny. On daje człowiekowi dobre pragnienia, które z Jego mocą - pomimo ludzkiej słabości - mogą się realizować.  Panie Jezu, chcę, by Twoja chwała objawiała się nad moim życiem. Amen.