Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2017

Czego Ci trzeba?

"Jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną.  Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego"  (Łk 1,36-37)
      Siadałam do pisania tego tekstu przekonana o swoim niepowołaniu do pisania czegokolwiek, świadoma swojej "niepłodności" i nieumiejętności sklejenia choćby jednego poprawnego gramatycznie i w dodatku sensownego zdania. Pytałam: Boże, czy jeszcze chcesz, bym cokolwiek pisała? Przecież nie mam siły, nie wiem, o czym pisać i w ogóle nie czuję się w tym nawet odrobinę dobra. Na szczęście tym razem nie musiałam długo czekać, by Bóg przyszedł jakby z kontrą do mojego myślenia (myślenia, które przecież podsunął mi zły) i powiedział:

Bez limitu - otwarte całodobowo

On ma chatę, która pomieści wszystkich – taką myślą podzieliłam się, wpatrując się w koszalińską katedrę, gdy stałam przemarznięta na jednym z dachów. Kilka dni później od innej osoby usłyszałam: „napisz coś o domu Boga”.  No tak, pisałam już o wielu domach, pensjonatach, hotelach, schroniskach…, ale nigdy o domu Boga. Tym razem nie chodzi raczej o to, bym analizowała style architektoniczne znanych mi świątyń, opisywała witraże, rozety, kwiatony, wimpergi…, choć godziny spędzone na wykładach z historii sztuki, pomimo upływu czasu zostawiły w umyśle niezatarte ślady.

Obiecanki?

    „Chodźcie każdą drogą, którą wam rozkażę, aby się wam dobrze wiodło” (Jr  7, 23) Takie słowa kieruje Bóg do każdego człowieka –do Ciebie i do mnie. Bóg mówi wprost, bez wielkiego zadęcia i owijania w bawełnę – będzie ci się powodzić, gdy pójdziesz za Nim. Brzmi banalnie. Bo co niby wielkiego w tym, by np. nie kraść, czy nie zabijać, albo raz w roku się spowiadać?

Perły...

„Niewiastę dzielną któż znajdzie?  Jej wartość przewyższa perły”.                                                   (Prz 31,10)
    Pierwszym skojarzeniem, które przychodzi mi do głowy na myśl o perle, jest widok pewnego suplementu diety, do którego producent dodawał jako upominek pięknie zapakowane bransoletki z „pereł”.

Bóg na angielskim...

Chcę się z Wami podzielić artykułem, który ponad dwa lata temu napisałem dla któregoś z numerów „Hbr”. Przeczytałem go … i widzę, że nic nie stracił ze swojej aktualności. To, co opisałem, ma żywe odniesienie do naszych sytuacji codziennych. Zapraszam do lektury … Bóg na angielskim ... i nie tylko Któregoś zwykłego dnia zrozumiałem: Panie, przecież ja ich traktuję dobrze albo źle zależnie od tego, czy spełniają moje oczekiwania, czy nie! Mówię o swoich uczniach, których Bóg daje mi na jakiś czas, abym ich uczył angielskiego ... i nie tylko. Dzień, o którym wspomniałem, był jednym z takich, kiedy człowiek po lekcjach siada z głową w rękach i bezradnie myśli „Co ja tu robię?".

Od żelazka do głoszenia Ewangelii

Macie dzieci? A wyjadaliście kiedyś ukradkiem słodycze z szafki, by one tego nie widziały i nie słyszały? Tak, tak, już widzę te uśmiechy… znajomy temat. Mnie też zdarzają się takie sytuacje. Podobnie próbowałam zrobić również z Bogiem i Jego Słowem. Cichaczem Go sobie aplikować i w małych dawkach – jak lekarstwo – ot, żeby nie przegiąć. W kościele, we wspólnocie, w domu – tam, gdzie bezpiecznie. Poza tymi miejscami – wychodziłam z takiego założenia – to raczej nie był najlepszy pomysł, by się z Nim identyfikować. Mój Bóg i moja sprawa – myślałam. A Jezus powiedział przecież: „Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”. (Mt 10,32) Oooo!

Wstań...

„Kiedy jesteśmy młodzi, sądzimy, że cierpienie to coś, co ktoś nam może zadać.  Kiedy przybywa nam lat wiemy już,  że prawdziwe cierpienie mierzy się tym, co nam odebrano”.  /Gregory David Roberts, Shantaram/                   
   Sytuacja, która przychodzi mi na myśl po przeczytaniu tego zdania dotyczy trudnej – ale jakże bliskiej każdemu z nas materii. Chodzi bowiem o umieranie. Odchodzić - umierać można zarówno fizycznie, jak i duchowo. Osobiście znam wiele duchowych trupów, które choć fizycznie mają się całkiem nieźle, to poza swoim ciałem i zasobami materialnymi – nie mają nic. Świat ODEBRAŁ im Boga. Cierpią pod kloszem samotności…, czasem nie dopuszczając nawet myśli o zmianie.

Uwaga, głęboki wykop!

"Oczekiwał bowiem miasta zbudowanego na silnych fundamentach,  którego architektem i budowniczym jest sam Bóg"   /Hbr 11,10/                              Lepiej być dźwigiem, niż koparką - taka myśl przyszła mi do głowy, gdy podczas spaceru na mojej trasie pojawił się plac budowy, który zagrodził i uniemożliwił dalsze przejście. Wtedy - pomijając chwilową irytację związaną z zagrodzonym deptakiem - przyszła kolejna myśl, że życie jest w zasadzie takim placem budowy, a "maszyny", które się poruszają w jego obrębie, to ludzie obecni w życiu.

Start!

…bo paliwo zbyt drogie, pogoda deszczowa i buty jakieś niewygodne.
Siedzę, przeglądam Facebooka i myślę sobie – ale ludzie potrafią super rzeczy robić. A: maluje obrazy. B: tańczy. C: mistrzyni rękodzieła artystycznego. D: ukończyła kurs zdobienia paznokci. E: skoczył ze spadochronem. F: otworzyła szkołę pływania. G, H, I… Tak, to ludzie z pasją i zasobnym portfelem – myślę – pocieszając i usprawiedliwiając się. Oni mają możliwości…, a ja to taka nędza, gdzie mi tam do nich startować…